Mam ambicje! Chcę przejść całą książkę "Blondynka na językach"! Czy się uda? I don't know.
Piszę to tutaj z nadzieją, że ... mnie to zmotywuje, że sama siebie rozliczę kiedyś na blogu, jak to idzie i czy w ogóle! Codziennie znajduję te kilkanaście minut na słuchanie, czytanie z rozumieniem lub bez, może ten nawyk już wszedł mi w krew? Chciałabym...
Dziś zapaliłam się do tłumaczenia.... eh! Będzie przygoda! I pewnie będzie wesoło, kiedy w labiryncie errorsów będą wychodzić totalne głupotki i nieścisłości, o logice nie wspomnę! Mąż mój, a political scientist znalazł artykuł, który go mocno zainteresował, ale ... in English.
- No problem - I said.
I postanowiłam go przetłumaczyć! Taka robótka ręczna na wieczór.
Potrzebne będą: a dictionary, a sheet of paper, a pen, a time, a patience!
O to ostatnie najbardziej się boję!
Keep your fingers crossed!
Przygody Alicji w Krainie, gdzie mówią po angielsku! Co nie jest proste, a zabawne być może!
sobota, 8 czerwca 2013
poniedziałek, 27 maja 2013
A GOOD IDEA?
Wszyscy się zgodzą, że śmieszne teksty są świetnym materiałem do nauki języka obcego. A teksty specjalistyczne są uplasowane nieco niżej.... Zatem, może to połączyć?
Wyobrażam sobie książkę, która łączy te dwa założenia!
Bibliotekoznawstwo i dobry humor!
I tutaj panie Jacku, widzę Pana jako autora! Bo i w branży bibliotekarskiej po angielsku - doświadczenie jest, a i poczucia humoru też nie brakuje!
Książka ta jawi mi się jako "podręcznik" do nauki angielskiego o bibliotekarzach, o ich pracy, o Czytelnikach (!!!) pełna anegdot z życia wziętych! Każdy bibliotekarz, którego znam miał w swoim życiu przypadki różne i "różniste". Gdyby to zebrać i przetłumaczyć.... Książka fachowo-komiczna gotowa!
Znalazłyby się tam takie słowa jak: electronic book, emigrant ( ja z Malwiną mamy takich kilka anegdot prosto z czytelni wziętych, a mocno związanych z tym słowem!), bar code scanner, library school ( też temat rzeka!), career development, multitasking, information needs, registered user (i co zrobić, jak nie chce pokazać dowodu osobistego, tylko kserówkę!!!)..... Rozmarzyłam się!
Temat zapodany!
;)
Wyobrażam sobie książkę, która łączy te dwa założenia!
Bibliotekoznawstwo i dobry humor!
I tutaj panie Jacku, widzę Pana jako autora! Bo i w branży bibliotekarskiej po angielsku - doświadczenie jest, a i poczucia humoru też nie brakuje!
Książka ta jawi mi się jako "podręcznik" do nauki angielskiego o bibliotekarzach, o ich pracy, o Czytelnikach (!!!) pełna anegdot z życia wziętych! Każdy bibliotekarz, którego znam miał w swoim życiu przypadki różne i "różniste". Gdyby to zebrać i przetłumaczyć.... Książka fachowo-komiczna gotowa!
Znalazłyby się tam takie słowa jak: electronic book, emigrant ( ja z Malwiną mamy takich kilka anegdot prosto z czytelni wziętych, a mocno związanych z tym słowem!), bar code scanner, library school ( też temat rzeka!), career development, multitasking, information needs, registered user (i co zrobić, jak nie chce pokazać dowodu osobistego, tylko kserówkę!!!)..... Rozmarzyłam się!
Temat zapodany!
;)
środa, 22 maja 2013
A HOPE
Wchodzę dziś na bloga, coraz rzadziej, przyznaję.... Zawsze działa na mnie demotywująco taki tekst "Brak komentarzy"... A tu suprise! Trzy komentarze! Nie spodziewałam się! W pierwszej chwili pomyślałam, że to pewnie jakieś reklamy, albo zwykły spam... A tu TRZY różne komentarze. Od osób, które znam! I co najważniejsze, zajrzały tu! To może zaglądają czasem? :)
Dziś aż 28 wyświetleń! Ale motywacja! Pisać! Pisać! Pisać!
Książka, którą kupiłam jest super! A mała płytka CD taka wzruszająca :) Ze względu na rozmiar! :) Niektóre anegdoty znam, ale to dobrze. Bo kiedy brakuje słów angielskich w rozumieniu pomaga znajomość anegdoty! Niektóre już opowiedziałam znajomym, zawsze można błysnąć i poprawić komuś humor! A i lepiej zapamiętuje się "kawał", kiedy tak intensywnie i z wysiłkiem dochodziło się do jego treści! He he!
Leży moje rozumienie ze słuchu. Kiedy widzę napisany wyraz - rozumiem, kiedy słyszę go w mowie - nijak nie mogę zrozumieć! Więcej ćwiczeń, droga Alu :)
Dziś aż 28 wyświetleń! Ale motywacja! Pisać! Pisać! Pisać!
Książka, którą kupiłam jest super! A mała płytka CD taka wzruszająca :) Ze względu na rozmiar! :) Niektóre anegdoty znam, ale to dobrze. Bo kiedy brakuje słów angielskich w rozumieniu pomaga znajomość anegdoty! Niektóre już opowiedziałam znajomym, zawsze można błysnąć i poprawić komuś humor! A i lepiej zapamiętuje się "kawał", kiedy tak intensywnie i z wysiłkiem dochodziło się do jego treści! He he!
Leży moje rozumienie ze słuchu. Kiedy widzę napisany wyraz - rozumiem, kiedy słyszę go w mowie - nijak nie mogę zrozumieć! Więcej ćwiczeń, droga Alu :)
środa, 8 maja 2013
MY NEW BOOK
Szukałam ostatnio nowych motywatorów do nauki języka angielskiego. Zawsze jest to program lub książka! Znalazłam! "Angielski w anegdocie" z nagraniami w formacie mp3! Super!!! Zawsze pociągają mnie zabawne sytuacje, żarciki, anegdotki! A tu taki skarb! A do tego... totalne zaskoczenie, na zasadzie "Jaki ten świat jest mały!"... autorem książki jest Jacek Tomaszczyk!!!!!!!!
:)
Panie Jacku, pozdrawiam serdecznie!
Jutro odbieram zamówioną książkę i .... z nowym zapałem ruszam do pracy. Ja z tych "wiecznie początkujących" :)
:)
Panie Jacku, pozdrawiam serdecznie!
Jutro odbieram zamówioną książkę i .... z nowym zapałem ruszam do pracy. Ja z tych "wiecznie początkujących" :)
czwartek, 4 kwietnia 2013
ENGLISH BOOKS
Lubicie czytać w środkach komunikacji miejskiej?
Ja tak! Ale ostatnio zrezygnowałam. Mam ładną haftowaną torebkę, ale jest za mała by nosić w niej książkę. Nadrabiam zatem czytaniem cudzych książek. Wiszę sobie nad kimś lub wgapiam komuś w tekst uparcie i wyłapuję kawałek dialogu, opis, stwierdzenie, kilka słów. Takie strzępki literatury ale zawsze to moje ... ukochane... literki!!!
Patrzę z podziwem (a w środku aż bulgocze z zazdrości), jak ktoś czyta książkę w języku angielskim. Takich osób w metrze stoliczanym* jest sporo!!! Niestety, nie mogę jakoś dołączyć do tej grupy. Kiedyś czytałam jakieś włoskie książeczki, takie uproszczone... ale zawsze coś! Z angielskim ni w ząb. I tak byłoby widać jak ślęczę nad jedną i tą samą kartką podejrzanie długi czas. No to czytam czyjeś!
Na takich "czytaczy", co to wiszą nad kimś lub sczytują mu sprzed nosa litery czyhają jednak niespodzianki!
Tak zwany SURPRISE!
Widzę pierwsze słowo akapitu "WE"... no to czytam "Łi" i dalej po angielsku "frontołim".... i tu właśnie wspomniany SURPRISE zwija się ze śmiechu! To polska książka! A zdanie zaczynało się od słów
"we frontowym" ... pewnie chodziło o jakiś WINDOW :)
*Nie muszę dodawać, że metro jest w stolicy bo... to jedyne miasto z takim udogodnieniem podziemnym. Jest tak proste i nieskomplikowane, że jego plan z powodzeniem można drukować na długopisach :)
Fota znaleziona w przepastnym internecie.
Ja tak! Ale ostatnio zrezygnowałam. Mam ładną haftowaną torebkę, ale jest za mała by nosić w niej książkę. Nadrabiam zatem czytaniem cudzych książek. Wiszę sobie nad kimś lub wgapiam komuś w tekst uparcie i wyłapuję kawałek dialogu, opis, stwierdzenie, kilka słów. Takie strzępki literatury ale zawsze to moje ... ukochane... literki!!!
Patrzę z podziwem (a w środku aż bulgocze z zazdrości), jak ktoś czyta książkę w języku angielskim. Takich osób w metrze stoliczanym* jest sporo!!! Niestety, nie mogę jakoś dołączyć do tej grupy. Kiedyś czytałam jakieś włoskie książeczki, takie uproszczone... ale zawsze coś! Z angielskim ni w ząb. I tak byłoby widać jak ślęczę nad jedną i tą samą kartką podejrzanie długi czas. No to czytam czyjeś!
Na takich "czytaczy", co to wiszą nad kimś lub sczytują mu sprzed nosa litery czyhają jednak niespodzianki!
Tak zwany SURPRISE!
Widzę pierwsze słowo akapitu "WE"... no to czytam "Łi" i dalej po angielsku "frontołim".... i tu właśnie wspomniany SURPRISE zwija się ze śmiechu! To polska książka! A zdanie zaczynało się od słów
"we frontowym" ... pewnie chodziło o jakiś WINDOW :)
*Nie muszę dodawać, że metro jest w stolicy bo... to jedyne miasto z takim udogodnieniem podziemnym. Jest tak proste i nieskomplikowane, że jego plan z powodzeniem można drukować na długopisach :)Fota znaleziona w przepastnym internecie.
czwartek, 28 marca 2013
THNINKING IN ENGLISH
Uwielbiam tę książkę Leona Leszka Szkutnika. Czytam ją jak ... tomik poezji albo wynurzenia filozoficzne! Aż chce się recytować poszczególne fragmenty, tyle w nich uczucia, wrażeń, dramatu, mocnych słów! Recytować oczywiście, IN ENGLISH! A to ważne!
I like the book!!!
Moja jest wersją old-timerową, bo z kasetą magnetofonową. Teraz są takie z płytami. Myślenie po angielsku... byłoby dobrze poczuć takie doświadczenie! :)
Zacytuję fragmenty:
TOMORROW?
Life
is glamorous.
It is
glamorous today.
Tomorrow?
Tomorrow
is
abstraction.
TO SEE THE SKY
To exist
means
to keep
your head
above the surface
of the world
for a couple
of seconds
at least
to see the sky
in
its
true
perspective.
L.L. Szkutnik "Myślenie po angielsku", Prószyński i S-ka, Warszawa 2003
I like the book!!!
Moja jest wersją old-timerową, bo z kasetą magnetofonową. Teraz są takie z płytami. Myślenie po angielsku... byłoby dobrze poczuć takie doświadczenie! :)
Zacytuję fragmenty:
TOMORROW?
Life
is glamorous.
It is
glamorous today.
Tomorrow?
Tomorrow
is
abstraction.
TO SEE THE SKY
To exist
means
to keep
your head
above the surface
of the world
for a couple
of seconds
at least
to see the sky
in
its
true
perspective.
L.L. Szkutnik "Myślenie po angielsku", Prószyński i S-ka, Warszawa 2003
poniedziałek, 11 marca 2013
THE LETTER
Czy ktoś jeszcze zagląda na bloga? :)
Jestem zawalona robotą! I to mnie przeraża, jednak widzę już światełko w tunelu! Będzie lepiej! I believe it!
Poniżej prezentuję list, który otrzymałam od Dyrekcji Biblioteki Pedagogicznej w Toruniu.
Droga Pani Alicjo,
w imieniu własnym i moich Współpracowników z Biblioteki Pedagogicznej im. gen. bryg. prof. Elżbiety Zawackiej w Toruniu, którzy aktywnie włączyli się w organizację e-learningowego kursu języka angielskiego dla bibliotekarzy, a przede wszystkim w imieniu Uczestników i Absolwentów tego kursu gratuluję Pani inwencji, humoru, dystansu do świata i do siebie oraz wytrwałości i pomysłowości w pisaniu bloga.
Jestem pewna, że wszystkich nas zżera zazdrość, że tylko Pani - jak na Alicję przystało - odważyła się przeżyć przygody w krainie, gdzie mówią po angielsku! Co nie jest proste, a zabawne być może!
Zaczęła Pani swoją pełną przygód wędrówkę w sobotę 22 września 2012 r. na platformie w Warmińsko-Mazurskiej Bibliotece Pedagogicznej w Elblągu, a już 11 października zmuszono Panią do przesiadki na serwer w Toruniu. Cieszymy się, że Pani wędrówka ma dzisiaj swój całkiem realny wymiar w Toruniu, w gronie anglojęzycznych bibliotekarzy z całej Polski.
Dziękujemy za bloga i życzymy Pani wielu kolejnych przygód w różnych, ale zawsze ciekawych krainach rzeczywistych i wirtualnych.
Taki list to dzieło! Ciepło mi się robi na sercu, kiedy czytam słowo po słowie. Ja zawsze chciałam być tą Alicją, która ma dystans do świata i siebie! Tak! Okazuje się, że niektórzy uważają, że ja MAM ten dystans! Ufff, co za ulga! Zawsze mnie interesuje, jak inni mnie postrzegają, a tu taki POZYTYW :)
Lubię blogi! Mój stary artystyczny blog czeka na swojego następcę, który ... wkrótce się zapełni przemyśleniami, obrazami, refleksjami. Tylko jeszcze chwilę, jeszcze kilka dni i się ogarnę! :) Tak myślę :)
Przesiadki też lubię!
Zatem zapraszam, kto ma ochotę na podróż do wirtualnej krainy, która jest odbiciem rzeczywistej krainy mojej wyobraźni..... www.przenikanie.blog.onet.pl
Jestem zawalona robotą! I to mnie przeraża, jednak widzę już światełko w tunelu! Będzie lepiej! I believe it!
Poniżej prezentuję list, który otrzymałam od Dyrekcji Biblioteki Pedagogicznej w Toruniu.
Droga Pani Alicjo,
w imieniu własnym i moich Współpracowników z Biblioteki Pedagogicznej im. gen. bryg. prof. Elżbiety Zawackiej w Toruniu, którzy aktywnie włączyli się w organizację e-learningowego kursu języka angielskiego dla bibliotekarzy, a przede wszystkim w imieniu Uczestników i Absolwentów tego kursu gratuluję Pani inwencji, humoru, dystansu do świata i do siebie oraz wytrwałości i pomysłowości w pisaniu bloga.
Jestem pewna, że wszystkich nas zżera zazdrość, że tylko Pani - jak na Alicję przystało - odważyła się przeżyć przygody w krainie, gdzie mówią po angielsku! Co nie jest proste, a zabawne być może!
Zaczęła Pani swoją pełną przygód wędrówkę w sobotę 22 września 2012 r. na platformie w Warmińsko-Mazurskiej Bibliotece Pedagogicznej w Elblągu, a już 11 października zmuszono Panią do przesiadki na serwer w Toruniu. Cieszymy się, że Pani wędrówka ma dzisiaj swój całkiem realny wymiar w Toruniu, w gronie anglojęzycznych bibliotekarzy z całej Polski.
Dziękujemy za bloga i życzymy Pani wielu kolejnych przygód w różnych, ale zawsze ciekawych krainach rzeczywistych i wirtualnych.
Taki list to dzieło! Ciepło mi się robi na sercu, kiedy czytam słowo po słowie. Ja zawsze chciałam być tą Alicją, która ma dystans do świata i siebie! Tak! Okazuje się, że niektórzy uważają, że ja MAM ten dystans! Ufff, co za ulga! Zawsze mnie interesuje, jak inni mnie postrzegają, a tu taki POZYTYW :)
Lubię blogi! Mój stary artystyczny blog czeka na swojego następcę, który ... wkrótce się zapełni przemyśleniami, obrazami, refleksjami. Tylko jeszcze chwilę, jeszcze kilka dni i się ogarnę! :) Tak myślę :)
Przesiadki też lubię!
Zatem zapraszam, kto ma ochotę na podróż do wirtualnej krainy, która jest odbiciem rzeczywistej krainy mojej wyobraźni..... www.przenikanie.blog.onet.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)

